Rozdział I
Napij się ze mną Ukitake!To była noc, czarne niebo przysłaniały granatowe chmury a blada tarcza księżyca patrzała niechętnie na ziemię oświetlając mdłym światłem białe, identyczne uliczki Seireitei.
To właśnie jedną z nich chwiejąc się od lewej do prawej szedł niepewnym krokiem pewien mężczyzna. Co kilka sekund zatrzymywał się i poprawiał swój wielki, słomiany kapelusz patrząc się przed siebie, jakby starał się ocenić ile jeszcze drogi mu zostało. W drugiej ręce trzymał wielką białą butlę i uśmiechał się od ucha do ucha.
Zamiatając z wszystkich stron kurze swoim różowym płaszczem nałożonym na białe kapitańskie haori stanowił dość komiczny widok, zwłaszcza gdy dołożyć do tego ciągle powtarzane, nostalgiczne: 'Nanao - chaaaaan!'.
Oczywiście nie wiedział, że wyżej wymieniona patrzyła na niego z dachu jednego z budynku nerwowo poprawiając okulary. Miała już tego dość, mogła jeszcze znieść lenistwo swojego kapitana, ale ciężko było jej przełknąć jego nocne eskapady. Zeskoczyła szybko z dachu i używając shunpo znalazła się zaraz przed upitym kapitanem ósmej dywizji.
- Hick! - zaskoczony kapitan zachwiał się niebezpiecznie, ale udało mu się w porę odzyskać równowagę, przez co nabawił się tylko irytującej czkawki. - Nanao – chaan? - zapytał niedowierzająco. - Nanao – chaaan... nie mówiłaś... hick!... że masz dwie... si-siostry bliźniaczki.
- Upiłeś się. - stwierdziła twardo mrużąc oczy.
- Iee... Mam sake... Chcesz ...hick!... spróbować? - zapytał chwiejąc się znowu i teatralnie, a może by złapać równowagę zamachał białą butlą kobiecie przed nosem. Jednak jego pani porucznik nie było tak wesoło.
- Jesteś nieodpowiedzialny! - ochrzaniła go, lecz nie podniosła zbytnio głosu, by nikogo nie obudzić. Nie chciała, żeby jutro całe Seireitei wiedziało, że wczorajszej nocy Kapitan Kyoraku wybrał się na swój pijacki podbój i szedł przez pół Społeczności Dusz od ściany do ściany wołając ją stęsknionym głosem.
- Masz rację... hick! Ciepłe sake... lepsze od zimnego.... hick! To już ostygło. - stwierdził mężczyzna patrząc przez gwint do środka butli, po czym by potwierdzić swoje zdanie na temat wyższości sake na ciepło od sake na zimno, cisnął ją o ścianę. Bogu winna butla roztrzaskała się na drobny mak, choć nie było w niej śladu po jakimkolwiek alkoholu.
Kyoraku wzruszył ramionami. Przestępując z nogi na nogę ziewną przeciągle zalewając biedną, drobną Nanao – chan toksycznymi alkoholowymi wyziewami jego produkcji. Mrugnął dwa razy i padł bez życia wprost na swoją zastępczynię.
- No to pięknie. - udało jej się tylko mruknąć zaraz po tym, jak ciało nieprzytomnego mężczyzny przygniotło ją do podłogi.
Po kilkunastu minutach Nanao udało się w końcu wydostać spod swojego kapitana. Westchnęła ciężko, straciła wolę życia na myśl, że będzie musiała tego wielkiego faceta zawlec do jego pokoi. Gdy w końcu udało jej się go podnieść zaczęła go ciągnąć, nim jednak doszła do zakrętu Kyoraku stanął dęba - jakby wstąpiło w niego nowe życie – i poprawiając zsuwający mu się z głowy kapelusz popędził bynajmniej nie w stronę kwater swojego oddziału.
- Kapitanie Kyoraku!! - biedna, zdyszana Nanao mogła jedynie krzyczeń za nim i mieć nadzieje, że się popamięta. W pewnym momencie w jej oku zagościł niebezpieczny błysk.
Oszalały Kyoraku biegł w stronę tylko sobie znaną zaraz jak tylko zapragnął kogoś odwiedzić. Zapragnął też się napić, ale stwierdził, że to załatwi po drodze. Gdy jednak przypomniał sobie, że po drodze nie ma sklepów z sake stanął jak wryty. Zrobił w tył zwrot i pobiegł w przeciwną stronę. Pech chciał, że po drodze natknął się na wściekłą Nanao, która jak tylko go zobaczyła zatrzymała się i krzyknęła wyciągając przed siebie rękę:
- Bakudou numer 30 Shtotsu Santen! - zaraz po tym wokół Kyoraku utworzył się trójkąt, który go uwięził. Ten tylko spojrzał z wyrzutem na rozjuszoną Nanao, która zbliżała się do niego nieubłaganie. - Nanao – chaaaan! - stęknął błagalnie patrząc na nią zamglonym wzrokiem.
Ta popatrzyła na niego z pogardą po czym zaczęła go ciągnąć do jego kwater szczęśliwa, że udało jej się łatwiej niż się spodziewała.
- Dokąd ty chciałeś iść kapitanie? - zapytała szorstko, była bardzo zła.
- Oii... Chciałem odwiedzić... U.... Ukitake. Bied... czek taki śam tam śied..zzz... hick! i. - wymamrotał idąc za nią posłusznie.
- Kapitan Ukitake jest chory, więc nawet by cie nie wpuścił, kapitanie. - wyjaśniła spokojnie Nanao nie patrząc nawet na przełożonego. Ten tylko hickną na odpowiedź i już nic nie powiedział.
- Bidocek... hick! ... zobaczysz jeszcze go... o-odwiedze. - dorzucił Kyoraku i widząc, że dochodzą już do kwater chrapnął głośno i zasnął Nanao na ramieniu, która ze złością uniosła oczy ku niebu.
Gdy już dotarła do pokoju swojego kapitana spostrzegła, że drzwi są zamknięte. Ściągnęła brwi... była zła... bardzo zła... nie ... ona była wściekła!
Będąc świadomą jak bardzo jest wściekła potraktowała drzwi z kopniaka, tak, że te biedne nikomu nie przeszkadzające drzwi wypadły z zawiasów. Nanao szarpnęła ciałem smacznie śpiącego i wesoło sobie pochrapującego kapitana i przechodząc przez salon jak huragan rzuciła go na łóżko zwalniając zaklęcie obezwładniające. Fuknęła wściekła i zamknęła oczy. Doliczyła do dziesięciu i znów była tą lubującą się w książkach Nanao Ise.
Postanowiła zostawić kapitana w stanie pierwotnym, który zaczął się przytulać do swojego kapelusza ciągle powtarzając „Nanao – chaaaan!”. Zmrużyła oczy, nienawidziła kiedy się tak do niej zwracał. Była jego podwładną a on jej przełożonym, nie ma tu miejsca na żadne chanowanie, nie jest już małą dziewczynką, która wszędzie chodziła z książką.
Opuściła jego pokój wstawiając drzwi z powrotem do dziury, które trzymały się tam tylko dzięki mocno wygiętym zawiasom. Opuściła korytarz i padając z nóg po całonocnym szukaniu kapitana położyła się spać w ubraniu nie zerkając nawet do swojej nierozłącznej książki, co miała w zwyczaju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz