środa, 8 czerwca 2011

Twórczość własna - Ayakashi

 Rozdział 1



Błękitne fale rozbijały się o szare, ostre skały pieniąc się w promieniach słońca. Raz po raz latały nad nim mewy, czekając aż ryby podpłynął do tafli wody zaczerpnąć powietrza, by złapać je w dziopy, skrzecząc przy tym okropnie. Na szczycie klifu o który uderzała rytmicznie morska toń rosło stare, zpróchniałe drzewo. Jego korona choć rozłorzysta od lat nie wydała pęków owoców czy też liści. Ciemna kora była złuszczona i odpadała, mimo to w środku, w wydrążonej dziupli urządziła się ruda wiewiórka.
Między konarami usiane były gniazda, co wskazywało na kolonię morskich ptaków. Klif porośnięty kępami trawy był dość niski i w pewnym momencie przechodził w plażę, która otaczała małą zatoczkę. Tutaj morskie fale raz po raz zabierały ziarna piasku wymieniając je na muszle, ślimaki czy krewetki.
Na tejże plaży, brodząc po kolana w letniej, słonej wodzie stał człowiek. Na młodej, jasnej twarzy widniała konsternacja, a stalowe oczy wpatrywały się w błyszczącą w słońcu taflę kołyszącej się wody. W lewej ręce trzymał kunai, narzędzie przypominające nóż, o ostrzu w kształcie stożka i pierścieniem na końcu rękojeści, gdzie przywiązana była lina. Mężczyzna stał spokojnie, pozwalając swawolnemu wiatru bawić się jego jasnymi włosami. Wtem w jego oku pojawił się błysk, a ryba zwiedziona ciekawością została nabita na ostrze kunai i błyskawicznie wyciągnięta z wody, za pomocą sznurka pozostawiając po sobie chlupnięcia. Mężczyzna przyjrzał się swojej zdobyczy. Mała ryba o szarych łuskach telepotała się w jego ręku by oddać ostatnie tchnienie. Jasnowłosy ściągając ją z narzędzia obrócił się na stopie i rzucił ją w stronę plaży, tak że wylądowała na rozłożonym, beżowym płaszczu.
Zerknął na bezchmurne niebo, gdzie szybowało stado mew, jakby zastanawiając się czy mogą zagrozić jego obiadowi. Jednak ptaki były zbyt zajęte łowieniem by spostrzec łatwą zdobycz na jego płaszczu. Mężczyzna znów wyciągnął kunai lekko przed siebie szykując się do łowów. Miał nadzieję, że krew w wodzie przyciągnie jeszcze jakieś ryby.
Po dłuższym czasie, gdy słońce zaczęło różowieć i prawie stykało się z bezkresem morza do wciąż czujnie stojącego mężczyzny zaczęła zbliżać się ryba. Po niebie krążyły już tylko dwie czy trzy rybitwy szukając pożywienia dla młodych. Mężczyzna korzystając z okazji zamachnął się i rzucił narzędzie w rybę, niestety nieświadoma ryba zanim jeszcze dotknął ją naostrzony koniec kunai'a skręciła przez co została tylko ranna. Mężczyzna nie tracąc chwili rzucił się w stronę zszokowanej ryby i złapał ją gołymi rękoma, w momencie którym ta szykowała się do ucieczki. Wyciągnął ją szybko z wody i udałoby się jej wyswobodzić, gdyby nie nabił ją na ostry szpikulec kunai. Odetchnął ulgą, mało brakowało a uciekłoby mu danie główne.
Trzymając dość sporą zdobycz w rękach wyszedł z wody na brzeg z lekko uniesionymi kącikami ust. Przykucnął przy płaszczu i położył złapaną przez siebie rybę obok drugiej, która zdążyła już wyschnąć. Wziął do ręki kraniec beżowego, przewiewnego płaszcza i podwijając jeszcze bardziej, brązowe spodnie z mocnego materiału zabrał się za wycieranie nóg. Jego ruchom przyglądał się z zaciekawieniem mały ptaszek siedzący na gałęzi drzewa, rosnącego na stromym zboczu które otaczało plażę. Kręcił małą, czerwoną główką i chłoną z zaciekawieniem każdy, nawet drobny ruch człowieka. Jednakże po chwili jego wzrok powędrował trochę dalej i zatrzymał się na świeżo złapanych rybach.
Obserwował jak mężczyzna nabija je na wcześniej przygotowany patyk i odkłada na bok. Przyglądał się również, jak wyciągając z spodni dwa, dziwne kamienie rozpala ogień na przygotowanym wcześniej chruście. W końcu, ptaszek poderwał się do lotu i szybując w stronę mężczyzny wylądował na kamieniu, kilka metrów przed nim. Stalowe oczy zmierzyły go po czym wróciły do przyglądania się smażonym rybom.
Mężczyzna siedział po turecku przed małym ogniskiem a na ramiona miał zarzucony płaszcz – robiło się chłodno. Plecy miał oparte o duży plecak zrobiony z lekkiej acz wytrzymałej skleiki. Słońce zaczęło się kryć za horyzontem a niebo oblało się różem przechodzącym w purpurę. Po wciąż bezchmurnym nieboskłonie szybowała tylko jedna mewa usilnie starając się złowić jakąś rybę.
Zamyślony człowiek ocknął się w chwili gdy tłuszcz z jego zdobyczy zaczął kapać na ogień, podsycając go. Wtedy również spostrzegł, że mały ptaszek wciąż mu się przygląda. Zmarszczył brwi, postanowił nie zwracać na niego uwagi i zająć się obiadem. Gdy sprawdzał, czy ryby usmażyły się, kątem oka zaobserwował jak zwinny ptaszek porywa małego pająka, który wszedł nieopatrznie na muszlę wystawiając się na widok.
Wpatrywał się w niego rozmyślając, wtem niespostrzeżenie ptaszek w przypływie odwagi podfrunął do niego i wylądował na prawej ręce mężczyzny, w której trzymał patyk z prawie usmażonymi rybami.
- Hmm? - mruknął jasnowłosy przeszywając wzrokiem gościa. Ptaszek zaćwierkał mu w odpowiedzi i pomachał skrzydłami, jakby miał coś ważnego do powiedzenia. Słysząc coraz głośniejsze syczenie tłuszczu mężczyzna zabrał szybko patyk znad ognia, zmuszając ptaszka do poderwania się do lotu. Sprawdził palcami temperaturę ryb, a gdy stwierdził że są dobre, wziął do ręki większą rybę wbijając patyk z mniejszą w piasek. Zabrał się do jedzenia, po długiej podróży przez las był zmęczony i głodny.
Ciągle obserwujący go ptaszek wylądował ostrożnie na ów dziwnych kamieniach, którymi człowiek rozpalił ogień. Przyglądnął się im dokładnie. Dwa szare kamienie z jaśniejszymi zaciekami, jeden z nich kończył się ostrym kantem. Ptaszek przechylił głowę, co miał w zwyczaju.
- To krzemień. - odezwał się człowiek, cichym spokojnym głosem. Czerwonogłowy spojrzał na niego z zaskoczeniem. - Od dawien dawna używany do krzesania ognia. - to rzekłszy uśmiechnął się lekko na co ptaszek zaćwierkał wesoło.
- Jesteś Ayakashi, prawda? - zapytał nagle mężczyzna wyciągając z ryby kręgosłup i rzucając go w stronę morza. Ptaszek przyglądał mu się uradowany i znów podfrunął by wylądować na jego ręce. Wpatrzył się w człowieka czekając, aż ten skapnie się o co mu chodzi.
Mężczyzna kontynuując konsumpcję, postanowił nie zwracać na ptaszka uwagi. Dopiero gdy skończył i wyrzucił łuski wytarł twarz rękawem i zapytał:
- Czego ode mnie oczekujesz? - jego wzrok skoncentrował się na ptaszku, który zaczął gorączkowo machać skrzydłami. - Chcesz, żebym poszedł za tobą? - zapytał mężczyzna na co ptaszek o mało nie dostał zawału z radości. Wzbił się w powietrze i zaczął latać wokół głowy jasnowłosego. Ten westchnął tylko i zakładając buty z materiału, wkładając ręce do rękawów płaszcza i wsuwając je w paski na plecaku porwał patyk z małą, usmażoną rybą i skierował się w stronę zbocza.
Na małą, odizolowaną plażę można było dostać się tylko jedną drogą, stromą po ostrych i niepewnych kamieniach. Dlatego na złocistym piasku pełno było muszli i zgniłych krewetek, gdyż nie miał kto ich zabrać. Pomagając sobie patykiem, mężczyzna zaczął wspinać się na górę. Rozradowany ptaszek nie odstępował go na krok i ćwierkając wesoło latał wokół jego głowy.
Im dalej szli tym głębiej wchodzili w las, jasnowłosy wolnym krokiem podążał za latającym w kółko ptaszkiem, któremu wyrażnie się spieszyło. Otaczały go wysokie drzewa a pod nogami szeleściły zrzucone liście. Gdy minęli nachylone drzewa jasnowłosy przestał słyszeć wszechotaczający go do tej pory szum fal rozbijających się o skały, co ogłuszyło go na dłuższą chwilę.
Poruszając się w ciszy zagłębiał się w rzadki las, im dłużej szedł tym więcej roślin widział i tym więcej dźwięków zaczęło wypełniać jego ciszę. Zerknął na patyk, na którym widniała mała ryba. Był już najedzony jednak nie mógł zmarnować jedzenia. Gdy zamierzał ugryźć ją głośne ćwierkanie odwróciło jego uwagę.
Gdy spojrzał w kierunku odgłosu ujrzał małego ptaszka siedzącego na kamieniu pod drewnianą budką. Zapominając nachwilę o rybie podszedł do niego i ujrzał małą kapliczkę. Głębiej we wnęce znajdowała się obrośnięta mchem postać kota. Spadzisty daszek, którym był przykryty był dziurawy i niekompletny.
- Czy to Strażnik Kotów? - zapytał cicho sam siebie, czy małego ptaszka mężczyzna. Jego wzrok znów skierował się na rybę. W pewnym momencie wpadł na pomysł, ściągnął ją z patyka i jak nieraz robił ofiarował ją Strażnikowi Kotów. Położył usmażoną rybę na kamieniu, przed posążkiem i składając ręce skinął mu głową. Uśmiechnięty spojrzał na ptaszka, który bacznie mu się przyglądał. 

1 komentarz:

  1. Rozpoczyna się naprawdę ciekawie... Trzeba pogratulować...
    Podoba mi się postać tego małego ptaszka, taka intrygująca ^^ Zastanawiam się kim lub czym jest ta istotka...
    Jestem strasznie ciekawa jak potoczy się dalej ta historia :)

    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na dalsze rozdziały ( ^-^ )

    OdpowiedzUsuń