Rozdział 1
To był kolejny szary dzień w jego życiu. Nic nadzwyczajnego, siedział sobie jak co rano w pokoju, pił herbatę układając rozkład treningów na kolejny tydzień, jakoż dziś była niedziela. Gdy skończył spisywać piątek zabrał się za sobotę uśmiechając się perfidnie. Nikt nie lubił pracować w weekend a już tym bardziej trenować, jednak on nie mógł z tym nic zrobić, Głównodowodzący zarządził, że jedynie niedziela ma być wolna od treningów.
Gdy skończył odłożył pędzel na stolik i wypił ostatni łyk ulubionej herbaty. Odstawił kubek i przeciągnął się. Kątem oka zobaczył, że dochodzi ósma rano. Pewnie smacznie by sobie spał do dziesiątej, ale dowódca jego oddziału zagroził, że jak nie dostatnie grafiku wywali go z dywizji.
Wstał od stołu, zawiązał kimono, poprawił spodnie i przejeżdżając ręką przez włosy wziął papiery kierując się do wyjścia z pokoju. Założył sandały i wychodząc zamknął drzwi na klucz. Skierował się do gabinetu dowódcy jego oddziału którym był głównodowodzący Yammamoto Genryuusai. Szedł korytarzem pierwszej dywizji, której był czwartym oficerem, gdy zza rogu wyszedł staruszek Yama.
- Hmm... - usłyszał z lewej. Obrócił się w tamtą stronę i zobaczył przełożonego. Wysoki pomarszczony staruszek z zamkniętymi oczami, charakterystyczną blizną w kształcie „X” na czaszce, oraz staranie związaną białą brodą był wyższy od niego o głowę, toteż biedny Hao musiał zadrzeć ją do góry, a wcale nie pocieszała go myśl, że staruszek nie jest najwyższy wśród wszystkich shinigami.
- Taaa... mam te grafiki... o które mnie męczyłeś. - zaczął rozmowę wyciągając przed niego rozkład zajęć sporządzony dla poszczególnych członków oddziału, grafik treningów oraz kilka raportów, które musiały się przewinąć przez jego osobę.
- Nie męczyłem, tylko prosiłem. - skorygował staruszek biorąc plik kartek.
Hao przymrużył jedno oko, dla niego to było wymuszenie a nie prośba. W końcu zagroził mu wydaleniem, ale nic nie odpowiedział, nie wypadało. Po pierwsze Yama był jego kapitanem, a on pod pod porucznikiem, jeśli takowa funkcja istnieje, poza tym Genryuusai był Głównodowodzącym i należał mu się większy szacunek z tego tytułu.
Wzruszył tylko ramionami i widząc, że kapitan nie ma już nic mu do powiedzenia wyminął go i poszedł dalej. Jako że była niedziela, a w niedziele nie ma treningów a on zazwyczaj po wstaniu z łóżka idzie sobie popatrzeć jak porucznik męczy oddział, szwendał się bez celu po korytarzach. Tak dotarł przed budynek swojej dywizji, gdzie znajdował się plac. Pod ścianami był mały skrawek zieleni, gdzie rosły sobie krzaki róży, czy innych tam kwiatów, Hao nie wiedział, nie znał się na roślinach toteż wszystkie były dla niego bliżej nie zidentyfikowanymi okazami.
Spojrzał na niebo po którym ospale przesuwały się białe chmurki, z czego jedna przypominała mu planszę do gry w shogi, której był wielkim zwolennikiem. Od razu gdy ją zobaczył nabrał ochotę, by w ową grę zagrać, jednak zaraz potem jego zapał zgasł, gdy doszedł do wniosku, że sam z sobą grać nie będzie.
Najlepszym towarzyszem do gry wydawał mu się podporucznik jego oddziału Makatashi Youkageka. Jednak nie mógł z nim zagrać, ponieważ ten powiedział że nie chce go widzieć na oczy, gdy Hao ograł go na trzy wypłaty, a te małe nie były.
Westchnął, miał niejasne przeczucie, że nie uda mu się pożytecznie spożytkować tego dnia. Ruszył wolnym krokiem przed siebie z zamiarem udania się na przechadzkę po parku. Lubił tam chodzić, panowała tam przyjemna cisza, powietrze było jeszcze lżejsze od tego które otacza go na co dzień, oraz nieraz udawało mu się załapać na przepiękny ptasi koncert.
Gdy tak zamyślony szedł przed siebie nie zwracając uwagi gdzie, wpadł nagle na kogoś. Odsunął się od niego i jedyne co zobaczył to goła klata i biały płaszcz kapitański. By móc zidentyfikować
jegomościa zadarł głowę do góry i zobaczył mężczyznę z czarną opaską na prawym oku i blizną przecinającą lewe od czoła po sam koniec szczęki. Jego włosy były czarne i sterczał jak kolce, na końcach których był srebrne dzwoneczki. Na ramieniu szerokiego w barach gościa siedziała mała różowo włosa dziewczynka z szerokim uśmiechem, rumieńcami na twarzy nosząca insygnia porucznika.
Po tej krótkiej analizie stwierdził, że wpadł na Kenpachi Zarakiego kapitana jedenastego oddziału oraz na jego jedenastoletnią porucznik Yachiru. Pierwsze co mu do głowy wpadło to, to że Kenpachi będzie chciał się z nim bawić.
- Hau – Hau! - zawołała rozpromieniona dziewczynka. Hao zacisnął pięść, nienawidził gdy ona go tak nazywała, co jedenastolatka doskonale rozumiała. Doszedł do wniosku, że chce go sprowokować.
- Patrz jak leziesz Kenpachi. - syknął tylko patrząc spod ukosa do góry. Nie wiedział do końca co chce osiągnąć znieważając kapitana oddziału.
- Pfi... to ty patrz jak leziesz Asakura. - odgryzł się Zaraki co zapowiadało utarczkę słowną. Od tego się zaczynało, najpierw sprzeczka, potem granie na nerwach, wyciągnięcie ostrzy i nagana od głównodowodzącego, czasem też darmowy pobyt na czwartym oddziale.
- Jesteś wystarczająco niski by widzieć co masz pod nogami nie patrząc w dół. - dzięki ich utarczkom, które często się zdarzały, Kenpachi wiedział jak najszybciej doprowadzić do starcia.
- Nie mam dziś ochoty dostać ochrzanu przez te twoje głupie odzywki. - warknął na wielkoluda po czym wyminął go zostawiając na jego twarzy wyraz zawodu.
Jego neutralny nastrój zabarwił się negatywnie toteż wszyscy go omijali, zwłaszcza widząc srebrną poświatę jego energii duchowej, która wylewała się gdy był zły. Nikt nie chciał być wystarczająco blisko niego by przypadkiem nie oberwać takim wyładowaniem. Gdy dotarł do upragnionego parku, wyczekiwanej oazy, jego złość wyparowała a energia znikła.
Wszedł do serca parku i wdrapał się zgrabnie na drzewo, siadając na rozłożystej gałęzi. Uwielbiał tutaj przychodzić, uwielbiał zapach lasu. Rozłożył się wygodnie i podkładając ręce pod głowę zapatrzył się w niebo, wymyślając to kolejne nazwy dla kształtów chmurek, które sunęły po niebie.
*
Kenpachi stał tam jeszcze przez chwilkę i wyglądał jak dziecko, któremu odebrano zabawkę, nim zdążył ją w ogóle dotknąć.
- Ken – chan? - Yachiru była równie zawiedziona jak on, lubiła gdy jej przyjaciel walczył, co uwielbiał robić.
Wiedziała też, że z wszystkich znanych mu osób kocha potyczki z Hao, który jest równie potężny jak on, jeśli nie bardziej. Do tego ostatnio doliczył się Ichigo, który zaimponował Ken – chanowi, jednak na walkę z nim liczyć nie mogła bo ten jest w świecie żywych.
- Nie martw się, na pewno jeszcze dziś go sprowokujesz Ken – chan! - rzekła szczęśliwie z szerokim uśmiechem. Zaraki mruknął coś i poszedł dalej przerwaną trasę.
*
- Asakura – san! - doszedł go krzyk, który brutalnie wyrwał go z błogiej drzemki. Przetarł oczy i podciągając się do pozycji siedzącej spojrzał na dół, by zidentyfikować krzykacza. U stóp drzewa stała dziewczyna o brązowych włosach do ramion, piegach oraz piwnych oczach. Znał ją, nazywała się Kama Taori i była świeżo upieczonym shinigami, którą kapitan wziął do swojego oddziału wróżąc różaną przyszłość.
Hao westchnął i zwinnie zeskoczył z drzewa lądując na klęczkach. Stanął przed dziewczyną a że był jej wzrostu patrzył jej prosto w oczy. Ona nie wytrzymała spojrzenia przeszywających srebrnych tęczówek i przeniosła wzrok na jego usta jak wywnioskował. Wyglądała jakby miała piętnaście lat, ale jemu to nie przeszkadzało bo sam wyglądał jakby był nastolatkiem. Miał przeszywające srebrne oczy, których spojrzenia nie potrafi wytrzymać sam Yammamoto dłużej niż kilka sekund. Jest niewysoki, ma krótko strzyżone bladozłote włosy jest szczupły, wysportowany a nie jedna dziewczyna duszę by oddała za zainteresowanie z jego strony.
Dlatego też gdy idzie uliczką wszystkie dziewczyny wzdychają na jego widok, jednak nauczyły się już, że zbyt bliskie podejście do Hao Asakury może zakończyć się szybkim zgonem.
- Hmm? - zapytał niemo chłopak czekając na odpowiedź. Dziewczyna zagryzła dolną wargę i odważając się spojrzeć mu w oczy, szybko opuściła wzrok, rumieniąc się lekko.
- Ja... chciałam cię prosić, żebyś ze mną potrenował.... Asakura – san. - wyrzuciła z siebie na jednym wydechu, tak że chwilę zajęło nim Hao pojął znaczenie jej słów. Westchnął, coś dziś ma ciekawy dzień. Najpierw Zaraki próbuje go wyzwać na pojedynek, a potem nic nie znacząca shinigami prosi go o trening. Z tych dwóch opcji wybrał drugą kierując się tym, że za trening nie może mu się oberwać.
- No dobrze... - rzekł zrezygnowany rejestrując radosny uśmiech na twarzy podwładnej. - więc jak, idziemy do sal potrenować kendo, czy wolisz popracować nad swoim Pogromcą Dusz?
- Raczej to drugie, mam problem z jedną techniką. - zarumieniła się jeszcze bardziej. Hao drgnęły kąciki ust, był w pełni świadomy swej atrakcyjności i był pewny że zdobyłby każdą kobietę, jaką by tylko zapragnął.
Rozejrzał się dookoła i nie widząc żywej duszy stwierdził w duchu, że miejsce jest odpowiednie. Odszedł na kilka metrów od drzewa wchodząc na polankę, po czym Kama orientując się, że wybrał właśnie to miejsce stanęła na jego drugim końcu.
- Gotowa? - zapytał niepotrzebnie. Ta skinęła głową wyciągając swojego Pogromcę z pochwy po lewej stronie. Co sugerowało, że jest praworęczna w przeciwieństwie do Hao, który był leworęczny. On nosił swojego Pogromcę na plecach a klinga wystawała mu z lewego prawego. Był jednym z dwóch shinigami w Społeczności Dusz, które w ten sposób nosiły miecze.
Jej Pogromca wyglądał jak wakazashi, był krótki dzięki czemu nie szurał po podłodze. Nie był to ozdobny miecz, wyglądał bardzo prosto i był na swój sposób piękny. Z brzękiem stali Hao wysunął Pogromcę z pochwy chwytając go oburącz przed sobą. Jego miecz też nie miał żadnych skomplikowanych wzorów jednak był wykwintniejszy niż jej.
Klinga była owinięta w srebrzysto niebieski materiał, a ostrze miało lekki złocisty odcień. Jedynym zdobieniem był wygrawerowany wzór na krawędzi ostrza, na który składały się słowa biały, złoty, tygrys i wichura.
Niegdyś Hao zastanawiał się co mogą one oznaczać aż doszedł do wniosku, że składają się na złocistego tygrysa białej wichury. Jego miecz był najpotężniejszym Pogromcą Dusz wiatru, poza tym był specyficzny i niezwykły.
Nagle ostrze miecza zajarzyło złotem, gdy padły na niego promienie słońca, które postanowiło wyjrzeć za chmurek. Kama stała oniemiała patrząc na ten cudny widok. Brakowało tylko białych skrzydeł i śmiało mogłaby powiedzieć, że stoi przed nią anioł, gdyż włosy Hao również nabrały na intensywności złocistego odcienia. Tylko jego oczy wciąż były srebrne i mierzyły wzrokiem każdego na kogo je skierował.
Budząc się z letargu uwolniła swojego Pogromcę do formy shikai i z przekształconym mieczem ruszyła na niego. Teraz jej wakazashi był wygięty w lewo a ostrze miało niebieski kolor. Jej Pogromca natomiast był mieczem wodnym. Gdy była kilka metrów przed nim obróciła się przez lewe ramie i krzyknęła:
- Zalej Wodna Nimfo! - z końca jej ostrza zaczęła zbierać się woda i gdy skończyła inkantację przeszła przez całą długość miecza i pomknęła wygięta w łuk w stronę Hao. Ten drgnął, nie ruszył się jednak, gdy zauważył że fala traci na integracji i rozbryzga się dookoła wodą, która ledwie dotarła kilka centymetrów przed jego stopy.
To była zapewne technika, nad którą chciała popracować. Jako że Hao był bardzo inteligentnym oraz spostrzegawczym chłopakiem od razu wywnioskował, że przyczyną tej porażki jest to, iż dziewczyna ładuje w atak zbyt małą ilość energii duchowej.
- Spróbuj jeszcze raz, tylko tym razem włóż w to więcej reiatsu. - poradził jej ustawiając miecz w pozycji obronnej. Jeśli właduje więcej mocy w swój wodny atak wtedy łuk powinien go dosięgnąć.
Dziewczyna odbiegła na kilka metrów i ponowiła atak. Tym razem łuk był grubszy i wolniej leciał, ale tak samo jak poprzednio nie dotarł do Hao. Cztery metry przed nim spienił się a woda wybuchła rozlewając się dookoła, ta klęska wydała się chłopakowi ładniejsza. Krople wody które wystrzeliły do góry stworzyły tęczę, która była widzialna przez kilka sekund.
Kama spuściła głowę zawiedziona.
- Nie poddawaj się, daj jej trochę mniej, ale wystarczająco dużo, żeby do mnie doleciało. - podał jej kolejną instrukcję. Dziewczyna kiwnęła głową i odbiegając użyła tego samego ataku. Wodny łuk był szeroki i miał nierówną powierzchnię. Jednak użyła wystarczająco mało reiatsu by nie wybuchł i wystarczająco dużo by się nie zdezintegrował.
Hao patrzył jak łuk mknie w jego stronę, po czym ustawił miecz poziomo trzymając go teraz jedną ręką, przed swoją klatą i kiedy woda była wystarczająco blisko ciął ją od dołu po ukosie łamiąc i tak ledwo trzymającą się strukturę, co sprawiło że woda rozbryznęła się za nim.
Trenowali bardzo długo. Jednak Hao po kąpieli jaką mu sprawiła kazał jej atakować drzewo. Po kilkunastu atakach kiedy prawie opanowała ten atak, a powierzchnia łuku była w miarę gładka udało jej się uszkodzić korę na drzewie.
- Dobra, koniec treningu. - oznajmił ciężko dyszącej brązowowłosej. Ta dźwignęła się z ziemi i podziękowała mu z szerokim uśmiechem, po czym ruszyła w stronę wyjścia z parku. Było już późne popołudnie, Hao spojrzał na niebo, chmury barwiły się na pomarańczowo a jemu zaczął doskwierać głód.
Chwilę później był na stołówce swego oddziału i siedząc samemu przy stole jadł obiadokolację. Stwierdził, że jednak udało mu się pożytecznie zakończyć dzień, pomógł niedoświadczonej shinigami w poprawie umiejętności. Odniósł talerz do kuchni po czym skierował się do wyjścia. Znów błąkał się korytarzami i znów wpadł na kogoś.
- Ekhm... - słysząc chrząknięcie odwrócił się w lewo... i doznał deja vu. Znów natknął się na staruszka Yamę. - Hao... chciałbym z tobą porozmawiać, chodźmy może do mojego gabinetu. - oznajmił po czym nie czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony chłopaka ruszył w stronę wymienionego pomieszczenia.
Hao zastanawiając się co staruszkowi po łysej czaszce gania podreptał za nim. Gdy znaleźli się na miejscu został posadzony na fotelu przed burkiem. Rozsiadł się wygodnie patrząc z wyczekiwaniem na starca. Chłopak stwierdził nagle, że tak naprawdę nigdy nie wiadomo kiedy Yammamoto śpi bo ciągle ma zamknięte oczy i że nie jest teraz w stanie stwierdzić czy starzec właśnie nie uciął sobie drzemki.
Jego wątpliwość rozwiał sam obiekt zainteresowania zadając nietypowe, przynajmniej w mniemaniu Asakury pytanie:
- Osiągnąłeś ban kai?
- Eee... A co to za pytanie? - Hao zdziwiła trochę jego treść.
W końcu co go interesuje czy czwarty oficer jego oddziału osiągnął najwyższą formę Pogromcy Dusz jaką jest ban kai. Jednak jego sprytna inteligencja zaczęła snuć hipotezy powodu takiego pytania, aż w końcu doszła do najprawdopodobniejszej. Bo dlaczego kapitan pierwszej dywizji pyta czwartego oficera czy osiągnął ban kai? Tym bardziej będąc głównodowodzącym i mając trzy bezpańskie oddziały, którym zapewne chce jak najszybciej przydzielić kapitana?
Hao doszedł do wniosku, że starzec chce go obarczyć odpowiedzialnością za jeden z oddziałów a jego leniwa część natury natychmiastowo krzyknęła: „NIE!”
- Chciałbym wiedzieć, bez przyczyny. - Albo Genryuusai się zestarzał i stał się strasznie naiwny, albo jest strasznie zdeterminowany, że podał taki bezsensowny argument.
- Nie zgadzam się. - palnął Hao prosto z mostu nie owijając bawełnę. Staruszek zmarszczył brwi, uchylił powieki po czym zrezygnowany rzekł:
- Dlaczego?
- Bo nie. - odparł krótko.
- Podaj konkretny powód.
- Który?
- Hmm.... - starzec zamyślił się przez chwilę po czym kontynuował – trzeci.
- Nie.
- To nie jest wytłumaczenie.
- Dobra.... chcesz wytłumaczenie proszę bardzo:
Primo: Nie obarczysz mnie odpowiedzialnością za jak na razie najgorszy oddział przed zbliżającą się bitwą z Aizenem.
Secondo: jakbym lubił dowodzić i rządzić innymi już dawno wyzwałbym tego twojego porucznika na pojedynek i zajął jego miejsce. - wyjaśnił punktowo po czym podniósł się z krzesła, czym chciał dać do zrozumienia starcowi, że dyskusję uważa za zakończoną.
- Zastanów się proszę. To bardzo ważne by oddział miał kompetentnego dowódcę. - krzyknął za nim, gdy wychodził z pośpiechem na korytarz.
------------------------------
Napisane praktycznie zaraz po ucieczce Ichimaru, Aizena i Tousena w anime.
I oglądnięciu wszystkich odcinków Shaman Kinga - stąd nazwisko głównej postaci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz