Przeszukując czeluście dysku natrafiam na takie cuś (napisane w 2007 roku, kiedy Kruk był w wieku charakteryzujący się dużym grafomaństwem).
Opowiadanko jest krótkie, ale zawsze coś.
UWAGA! Spojler całej serii, mowa o jakiejś Akademii, a ta chyba w ostatnim sezonie była, albo nawet jej nie nakręcili.
UWAGA 2! Nie poprawiane. A poczujcie falę nastoletniego grafomaństwa.
***
W Mieście Smoka panowało ciepłe popołudnie, na trybuny toru z przeszkodami, zeszło pół miasta by zobaczyć przedostatni wyścig dostania się do Akademii. Kto wygra? Kwalifikacje mówiły jasno Moodryd Peynn o jeden punkt wyżej od Arthy Penna. Ale przecież to jeszcze nie koniec, został jeden wyścig. Czy Kitt Wonn, której do prowadzenia brakuje dwanaście punktów, uda się wygrać, mając do dyspozycji tylko dwa wyścigi?
Smoki i ich właściciele byli już na starcie, zżerani przez tremę. Nie było ich zbyt wiele, niewielu udało się dojść aż dotąd. Całkiem po lewej stronie startu stał Wulph, lider Armii Smoka, wraz z swoim smokiem Hyve z fioletowego drakonu, zielony taran na szyi smoka jak i na jego ogonie, zdradzał rodzaj taktyki, jaką jeździec zastosuje. Czerwone wentylatory pewnie miały mu zapewnić zwycięskie przyspieszenie zaraz przed metą. Koło niego stała Kitt Wonn amazonka toru wyścigowego, wraz z swym niezwykle szybkim smokiem z czerwonego drakonu: Dzikim Ogniem. Wyglądała na najbardziej zdenerwowaną z nich wszystkich. Dziki miał na sobie czerwony wentylator i nic poza tym, dziewczyna postawiła na szybkość, zapewne. Dalej stał Khatah na swym smoku z błękitnego drakonu, za nim Artha Penn na Beau, w czerwono niebieskich barwach i wiecznie szyderczo się uśmiechający Moodryd Peynn na czarnej Obłudzie.
Setki widzów wiwatowało swoim ulubionym jeźdźcom, gdy jedyna na loży honorowej; Sentrus przyglądała się im dokładnie. Zastanawiała się, kto tym razem wygra. Peynn czy Penn?
- Hej ty! Stajenny! – Zawołał z drwiną Moodryd do młodego Penna. Gdy ten się odwrócił, Moodryd kontynuował – Przywlokłeś się oglądać ogon mojego smoka?
Wtem rozległ się sygnał do startu, przegroda runęła w dół a uwolnione smoki ruszyły naprzód.
- Proszę państwa cóż za wyścig! Ulubieniec tłumu Khatah wysunął się na prowadzenie wykorzystując czerwony wentylator!
Khatah spojrzał za siebie, ku niemu pędziła Kitt uchylając się przed bojowymi zapędami blokady Wulpha. Moodryd blokował Arthę, chłopak nie wyglądał na uszczęśliwionego tym faktem. Obrócił się do przodu, w samą porę by ledwo co uniknąć wystającej z podłoża przeszkody. Kitt zwolniła, Dziki zręcznymi ruchami, niczym kot uniknął pięciu kolejnych przeszkód. Wulph używając czerwonego wentylatora zrównał się z Kitt w ostatniej chwili omijając kładkę. Artha zwolnił, by uwolnić się od Moodryda, skręcił gwałtownie w prawo, gdy ten chciał rzucić na niego zielonego pająka. Moodryd przeklną, w sumie to nie spodziewał się, że mu się uda, ale to zawsze coś. Artha zrównał bieg z Obłudą, zbliżali się do toru z przeszkodami. Moodryd wychodząc z założenia, że nie chce mu się tracić czasu na manewrowanie pomiędzy metalowymi kładkami, skoncentrowawszy się rzucał w nie kulami magnetycznymi, dzięki czemu doścignął Wulpha.
Sentrus przyglądała się uważnie Pennowi i Peynnowi, byli najlepsi. Ale była zdania, że gdyby nie ich umiejętność używania magnetycznych mocy swoich smoków, to Kitt Wonn byłaby najlepsza. Cmoknęła, Moodryd Peynn znokautował Wulpha ciskając w niego kulą magnetyczną, w rezultacie czego ten wypadł z toru, jego kariera w Akademii zdążyła się skończyć, nim się w ogóle zaczęła. Chłopak grał nie fair, i to się nie za bardzo podobało Sentrus. Ale była łowcą talentów, a ci nie wybrzydzają. Usłyszała odgłos niedowierzania, tak nie była sama na loży. Towarzyszył jej członek tajnej organizacji, która miała miejsce w Akademii, niewiele o niej wiedziała.
Powodem niedowierzania było zagranie Khaty, zepchnął Kitt Wonn na tor poboczny, tak że będzie musiała stracić wiele czasu na odzyskanie trzeciego miejsca. Na pierwszym łeb w łeb jechał Moodryd z Arthą. Obłuda syczała na Beau wyglądając, jakby chciała go zjeść na kolacje, wiedziała, ile ten wyścig dla jej jeźdźca znaczy.
- Strażnicy Akademii wytypowali już sobie kogoś? W zeszłym roku i dwa lata temu, uznaliście, że nikt się nie nadaje. – Dokończyła Sentrus obracając się za siebie. W cieniu, za nią ktoś stał, można było zauważyć tylko jego niebieskie oczy i pomarańczowe znamię na skroni, niezwykłe znamię zresztą, bo z pomarańczowego drakonu. W Akademii wśród tych instruktorów, którzy wiedzą o istnieniu tej osoby mówi się, że przez to iż ma znamię z pomarańczowego drakonu jest w stanie przepowiedzieć przyszłość, choć to ogólnie plotki. A Sentrus nie zwykła wierzyć plotkom.
Kitt była wściekła.
- Jak on mógł! No jak, Dziki!! – krzyknęła sfrustrowana. Dziki tylko poruszył lekko łbem i spojrzał na nią.
- Agrhh! A niech go Artha zdyskwalifikuje!
Tymczasem wyżej wspomniany walczył na strumieniu magnetycznym z młodym Peynnem. Kula energii czarnego drakonu przeleciała mu pod pachą, uff mało brakowało. Beau wykonał szybki skok i przeskoczył pojawiającą się znikąd przeszkodę. Trzy złote kule poleciały w stronę Moodryda, ten odbił je wszystkie blokadą. Obłuda nie chcąc tracić nadarzającej się okazji do rozrywki uderzyła Beau, przez co o mało nie zerwała więzi smoka z Arthą.
- Zastanawiamy się nad panną Kitt Wonn. – odpowiedział niezwykle spokojnie i cicho zapytany, a jego głos był dobrze słyszalny wśród wrzawy trybun. Sentrus odwróciła się zaskoczona, myślała, że usłyszy pełne dziecięcej radości Artha Penn! My chcemy Arthę Penna! Albo Moodryd Peynn! My chcemy Moodryd Peynna! A tu słyszy Kitt Wonn, nie dość, że bez entuzjazmu to jeszcze, że się zastanawiają. Ten młodzieniec ciągle ją zaskakuje.
Khatah zaczął doganiać czołówkę, wykorzystując fakt, że są zbyt zajęci sobą, wyminął ich. Beau w odegraniu popchnął smoczycę, która niefortunnie wpadła na wysuwającą się z podłoża przeszkodę. Magnetyczny strumień trzymający Moodryda w powietrzu znikł.
- Cholera. – zdążył tylko powiedzieć i runął na dół, zgrabnym ruchem przeturlał się i wylądował na nogach. Artha wrócił na grzbiet swego smoka.
- Ale dlaczego panna Wonn, przecież panowie Paynn i Penn są od niej lepsi. – oponowała Sentrus, była naprawdę ciekawa. Przez dłuższą chwilę nie usłyszała odpowiedź, więc odwróciła się przodem do toru, by akurat zobaczyć jak Artha wybiega z ostatniego pola z przeszkodami, został teraz tylko odcinek pełen zakrętów.
- Myśleliśmy też o Pyrrah, liderce Smoczych Strzał, ale w ostatniej chwili zrezygnowaliśmy. – Padła w końcu odpowiedź.
Kitt w końcu wróciła na tor, nie wyglądała na zadowoloną, pierwsze co zrobiła to uruchomiła czerwony wentylator, zostało jej dużo drogi do nadrobienia. Moodryd, który podniósł się już z betonu jechał w pościg za Arthą, tak się złożyło, że łeb w łeb z Khatah. Uśmiechnął się perfidnie. Czyżby jakiś niecny plan jego główka wymyśliła?
- Też z czerwonego drakonu… Czyżbyś uznał, że Strażnicy nie są wystarczająco szybcy, że poszukujesz jeźdźca tegoż koloru? – starała się żartować Sentrus, choć wydało jej się to trochę dziwne.
- Nazywaj sobie to jak chcesz. – odpowiedział chłopak i znikł w ciemnościach. Sentrus westchnęła, zaczęła dalej obserwować wyścig.
Moodryd deptał po piętach Arthcie, w gwoli ścisłości Obłuda podgryzała ogon Beau. Khatah doczekał się wyrównania rachunków z Kitt, blokady poszły w ruch, atak z lewej, blok poziomy, atak z prawej, unik i silne uderzenie smokiem i… Khatah wylądował na ziemi. Dostał ciężką kulą kręcącą się na drągu. Kitt też by to spotkało, gdyby się w porę nie obróciła. Kilka minut później linę mety przekroczył Artha z milimetrowym zwycięstwem nad Moodrydem. Dzięki temu udało mu się zremisować wynik, tak że obaj byli na tym samym miejscu. Sentrus uśmiechnęła się, w końcu nie może uchodzić za ciągłego ponuraka. Miała silną ochotę przyjąć ich obu do Akademii, ale według tradycji mogła przyjąć tylko jednego.
Dręczyło ją tylko jedno, mianowicie o co chodzi tym Strażnikom Akademii? Chyba nie będą robić eksperymentów na smokach, tak jak mechaniści. Prawda?
KONIEC.
KONIEC.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz